Galeria Pod Chmurką / Open Air Gallery

poniedziałek, 23 września 2013

Opowieść o tym, że malować każdy może, tylko, żeby to malowanie było autentyczne!

Pewnej ciepłej, wrześniowej soboty, 29 osób miało namalować obraz.

Na obraz złożyć się miały elementy typowe dla współczesnego miasta: 

kamienica, rower, człowiek z bagietką, komin fabryczny, gołąb, pies, psia kupa, most, znak: nakaz skrętu w lewo, droga na Ostrołękę, pojemnik na szkło, kwaśny deszcz, autobus, fontanna, ławka, drzewo, latarnia...

Środek wyrazu: czarna farba, pędzle różnej grubości

Utrudnienia: 
Pozyskanie tematu drogą losowania!
Praca po omacku!









Najpierw strach, potem radość;)




















Praca zespołowa i bezinteresowna pomoc kolegi: bezcenne zjawisko;)



















 Chmurkowa pomoc w pakiecie;)
Progressssssss;)














No i mamy kompozycję otwartą, ekspresyjną, wymagającą lekkiego retuszu opisowego i odrobiny koloru;)













Typografia na płótnach jest modna!















Dwie starsze panie zza granicy, myślały  że to praca dzieci. W chwili mej nieuwagi, postanowiły wzbogacić kompozycję;)

Jest więc silna potrzeba uzewnętrzniania się.
I może tak ustawić  w chmurkowych progach płótno o białej przestrzeni 
jeden metr na metr czterdzieści;)






Współczesne miasto wygląda tak!















Dzieło opisane należycie, pojechało do właścicieli, żeby wspomnieli czasem ciepłą wrześniową sobotę!











A na koniec kilka słów od siebie....

Artystów, którzy posługują się tymi samymi środkami wyrazu jest wielu. Nie wymyśliłam tuszu, cienkopisów, kredek. Nie wymyśliłam ptaków, ludzi, domków, jeża i słonia!  Najważniejsze, żeby efekt końcowy był autentyczny i wypływał z mózgu!

Dla mnie stało się jasnym, że trzeba być zawsze o krok do przodu!
Uściski;)


środa, 11 września 2013

Opowieść o tym co lepiej, a co gorzej...

Mój pradziadek ogłuchł na starość diametralnie. 
Miał dwie córki. Moją babcię i jej siostrę. Obie głuche jak pień. Moja babcia ma czworo dzieci. Padło na moją mamę. Mama głuchnie na jedno ucho szybciej, na drugie wolniej.
Czas na mnie...

Żeby sprawdzić czy proces już się zaczął, zmusiłam doktora Trąbkę, żeby przetestował moje uszy. 
Patrząc na Kopiec Kościuszki przeżyłam pierwsze badanie słuchu.
Słuch idealny, uszy czyste!
I pomyślałam, że z dwojga złego... wolę niedosłyszeć, niż niedowidzieć;)


Wymiary: 15x15
Oprawa: 20x20
Cena: 100 PLN

wtorek, 10 września 2013

Opowieść o tym, jak zatrzymać lato i jeszcze o tym, że JESTEM!


Wiadomo! Wbić parawan na plaży nie jest łatwo. Porywisty wiatr i zbity piasek niweczą próby dwóch zakonnic, co przyjechały z dorastającą młodzieżą pooddychać jodem. Młodzież, być może pierwszy raz nad morzem, pobiegła dotykać fal. Zakonnice za nic nie mogą poradzić sobie z parawanem. 

A ja siedzę na desce, którą wyrzuciło morze. Służy mi za młotek i nie rozstaję się z nią przez cały turnus.
Postanawiam pomóc. Tłumaczę zakonnicom ideę parawanu. Na nic. Wbijam paliki jak chcą. Teraz w parawan łapią wiatr.

Od tej pory deseczkę nazywamy: "deseczką INRI".
Od tej pory wiem, że nie oddałabym zakonnicom swego potomka, bo te kobitki nic a nic o życiu nie wiedzą!

Deseczkę zabieramy do Krakowa. Od czasu do czasu służy mi jako tło do robienia zdjęć, bo słońce i woda morska, to najlepszy malarz dla drzewa.
Po roku zanoszę deseczkę INRI do stolarza. Stolarz po narysowanych śladach wycina domki.
Teraz mam takie dwa. Wiszą w kanciapie w kąciku roboczym. Wspominam tamto lato...

Tego roku Bałtyk był spokojny.

Trudno o deseczkę. Znalazłam za to drąg. Popękany, z zardzewiałym gwoździem. Ideał!
Stolarz po narysowanych śladach wyciął domki. Mam takie. Pachną morzem... przynajmniej dla mnie! Zatrzymałam lato...







Nazbierałam roślin i starym zwyczajem włożyłam między strony książki... 

"Traktat o łuskaniu fasoli" suszy rośliny jak należy!

nostalgicznie... ze starą gazetą...

Tasznik. 

Uwielbiam wizualnie! 

Dziadek nienawidził.
















Tego lata postanowiłam, że tasznik  trzeba utrwalić na filiżankach...
















Tego lata cieszyłam się jak głupia swoją kanciapą. Jak głupia... bo ja nie wiem, czy uda mi się przetrwać zimę....


















Zasiałam trawę, by zasłonić donicami odrapany parapet. Trawa urosła szybko. Macałam ją paluchami co rano i upalnymi popołudniami, kiedy jej  chłód był najprzyjemniejszy.

Przycinałam cztery razy. Potem nadeszły jeszcze większe upały i nie podlana przez dwa dni uschła...








W związku z tym, że doczekałam się printów, zrobiłam w kanciapie pierwszy remont;) Tak to latem bywa...



















Ostatnie promienie letniego słońca łapię w cudny łapacz snów od MOIMILI...















"Jak zatrzymać lato..." to tytuł tej ilustracji. 

Niech każdy zatrzymuje po swojemu...











































piątek, 26 lipca 2013

Opowieść o progu lata.

Dwoje dzieci u progu lata staje.

Wielka cynowa balia wyciągnięta na środek podwórka. Wąż ogrodowy napełnia ją lodowatą wodą. W wodzie pławią się butelki. Etykiety kończą żywot, a oczyszczone butelki schną w trawie. Słońce odbija się w ich równo ułożonych, posegregowanych, brązowych brzuchach.

Zaraz napełnię balię czystą wodą i po południu będę się w niej pławić. 

W połowie dnia jestem znudzona. Etykiety na niektórych butelkach trzymają się zbyt długo. Zbyt długo butelki leżą w wodzie. Jestem zła. Rzucam tę robotę! 

WODA NIE ZDĄŻY SIĘ NAGRZAĆ!!!

Po południu S cierpliwie pakuje osuszone butelki do torby i robi trzecią rundę do skupu. Ja przyglądam się temu z daleka. Odbijam  gumową piłkę o ścianę.
Już wiem, że to on będzie miał pieniądze na lody i kapiszony.

Wymiary: 15x15
Oprawa: 20x20
Cena: 100 PLN


piątek, 21 czerwca 2013

 Opowieść o tym, co tam na Józefa w ten upalny letni wieczór...

Obserwacja turystów. Trochę wina. Praca, którą kocham. Teraz dwie panie zajrzały i się cieszą;)
Uwolnione rysunki przeglądam...

Autobus na Wiśle... jeszcze wiosną wczesną...

a potem... spadł śnieg...




I poszłam do stolarza z ulicy Józefa. Stolarz zasłuchany w "jedyne i prawdziwe" radio...
Wysłuchał mej tyrady i przecząco pokręcił głową!








a potem przyszła odwilż... i lżej na sercu, bo wiosna na progu pracowni ...

Chłopiec uwolniony na drzwiach, jeszcze brązowych! Oooo.... jak ja czekałam na ciepło i czas, kiedy te drzwi wreszcie na biało pomaluję...










a potem spadł śnieg, duuuużo śniegu....

I czas stanął w miejscu. I ręce opadły i skrzydła...












czekanie ma to do siebie, że zawsze się opłaca....

I uwolniłam lisa na Krakowskiej w ciepłych promieniach słońca...











a potem uwolniłam kominiarza....


Na szczęście. 
Dał nura w zieloną trawę!












a potem....

W dniu urodzin trzeba się uwolnić. Ja, rower, koszyk, słońce, trawa, wiatr, Wisła, most;)













a potem...

Fala upałów!
Chwilo trwaj!
I lato dziś przyszło...

Z latem. to ja mam tak jak w wierszu Miłosza... najlepsze jest oczekiwanie, bo teraz troszkę mi smutno, że lato zaraz minie!






Dobrego i długiego LATA!!!














czwartek, 20 czerwca 2013

Opowieść o tym, że mam takiego kogoś...

Mam takiego kogoś, co mi zielonych kredek dostarczał. Z sympatii, przy okazji widzenia się, raz po raz, pastele i nie pastele. Ot taka niespodzianka. 

Znamy się lat kilka. Widujemy z rzadka. Ostatnio coś narzekał, że przytył, że się w dres już nie mieści;)

Ilekroć się widzimy czuję radość. Że zdrowy człowiek i ma się dobrze. Taka szczerość mi wystarcza.

Żyję bez wielkich przyjaźni. Dryfuję i cieszę się ze spotkań ze znajomymi. Tylko rośnie mi broda, kiedy zbyt długo pada...

Wymiary: 15x15
Oprawa: 20x20


wtorek, 18 czerwca 2013

Opowieść o tęsknotach

Tęsknię za robieniem pierścionków ze stokrotek polnych.
Tęsknię za Wyścigiem Pokoju przejeżdżającym przez naszą wieś. Cały dzień siedziałam w przydrożnym rowie i robiłam łańcuch z łodyg mleczy.
Tęsknię za ogniskami sobótkowymi.
Tęsknię za tym, żeby dziadek powiedział : jak złapię tych gówniarzy co mi trawę wydeptali na łące pod lasem, to im nogi powyrywam!
Tęsknię za mokrym śniegiem, przyklejonym do dzierganych rękawic.
Tęsknię za uroczystym zakończeniem roku szkolnego i echem odbijającym słowa...
"już za parę dni, za dni parę"

Zamki tęsknią za smokami...


Wymiary: 15x15
Oprawa: 20x20

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Opowieść o przyjaźni!

Białe płatki na powiekach coraz częściej. Spódniczki trzeba ręką obciążyć, by wiatr zdradziecki białych majtek nie odsłonił. Plastikową dziecięcą zastawę szybko trzeba pozbierać do zielonego pudełka po butach. Zaraz będzie burza.
Dwie małe dziewczynki, na jednym kocyku. Całe popołudnie na zabawie w dom spędziły.
Dom to niezwykły. 
Dużo zaufania, dużo rozmów podczas gotowania, wspólne wyprawy po rośliny, z których zupa powstanie. Patrzenie w niebo, opieka nad lalkami, zmywanie naczyń. 
Nie ma wódki i kłótni. Dom to niezwykły...

Wymiary: 15x15
Oprawa: 20x20