Opowieść o zimowych powinnościach!
Zimowo. W ilustracjach powraca mój ulubiony motyw ptasiej budki.
Mały jelonek pozbierał wszystkie leśne domki i wybrał się na pobliski pagórek, żeby pokazać okolicę.
Poświątecznie zwińmy flagi, a na ich miejsce wywieśmy słoninę;)
Wymiary: 13x13
Oprawa:20x20
wtorek, 13 listopada 2012
poniedziałek, 12 listopada 2012
Opowieść o starej kartce.
Podczas ostatniego pobytu na podłódzkiej wsi, zajrzałam do politurowanej szafy wystawionej do ponurej szopy. Kiedyś odbijała mój cały świat. W niej obejrzałam film "Tragedia Posejdona".
Biedna, ledwie się trzyma na zbyt cienkich nóżkach. Na półkach książki i zeszyty z podstawówki. Pozyskałam kilka pożółkłych kartek w kratkę. We wczorajsze, niedzielne popołudnie, na kolanie, narysować ptaka i serdecznie Was pozdrowić!
H O U G H!
sobota, 3 listopada 2012
Słowo na niedzielę!
Z każdym dniem, biuro za kuchennym winklem się rozrasta. Parapet zapełniony. Choć z uporem maniaka porządki urządzam, to i tak czuję, jak wyznaczona mi przestrzeń niebezpiecznie się kurczy.
Kiedy komponuję, wycinanki z gazet muszą być na widoku. Pomiędzy pierwszym a ostatnim łykiem porannej kawy, chaos zostaje opanowany. Słowo staje się łaskawe. Porcja słownych kolaży przed Wami;)
Królowa targu! Królowa jest tylko jedna! Pani "Z"! Niestety stłukła lusterko.
Lubię, kiedy przesyłki opatrzone są słowami, które nie kłamią!
Jesień przyszła szybko. Szybko odeszła. Na jej miejsce, jeszcze poza kalendarzem niespodziewanie wskoczyła zima, ze swym zimowym czasem, mrokiem i długimi wieczorami. Tym ostatnim się nie martwię. Lubię pracować wieczorami, a już najbardziej nocą!
Słów kilka o tym, co trzeba zrobić, żeby się udało... Jeśli tydzień nie wystarczy, trzymać dłużej! Jak długo? Do skutku!
Porcja porannego napoju i kobieca prasa. Kto lubi?
Mój natychmiastowy odzew na pogodowy szał. Kolaż miał stać się słowotwórczym konkursem na FB, ale zabawa nie chwyciła. Konkurs odwołany. Stop. Zimy nie potrafię odwołać. Stop.
Mijająca jesień była dla mnie niezwykle pracowita. Nie tylko twórczo. Niektórzy czekali na kilka moich słów pół roku! Dziękuję za cierpliwość! Dziękuję! I choć czasem mam wątpliwości, czy to co zrobiłam się spodoba, to wołam do Was zza kuchennego stołu hop, hop! Zaglądam do Was, podziwiam Waszą pracę i choć nie zostawiam zbyt wielu komentarzy to jestem!
Uściski!
wtorek, 30 października 2012
Opowieść o sanitariuszce
Nocą... tuż przed pierwszym śnieżnym atakiem zimy, skromnie i cicho dołączyła do galerii moich drewnianych lalek.
Typ altruistki. Przedrze się przez każdą zaspę gotowa na najwyższe poświęcenia.W torebce termos z herbatą i babski rozum.
Jeśli tej zimy będzie wam źle na ciele i umyśle piszcie! Razem coś wymyślimy!
Wysokość figurki: 15 cm
Średnica figurki: 5 cm
piątek, 19 października 2012
Opowieść o zgubionych słowach!
To straszne.
Zgubiłam.
Zgubiłam kilka starych słów.
Zgubiłam zdanie opisujące tę ilustrację...
Może porwał je wiatr, może wsunęłam je zbyt głęboko miedzy strony książki, może się znajdzie, może przepadło na zawsze. Tyle pytań...
A niedźwiedź zadał jedno tylko pytanie:
"Czemu to ryby dziś nie śpiewają"
Wymiary: 13x13
Oprawa: 20x20
To straszne.
Zgubiłam.
Zgubiłam kilka starych słów.
Zgubiłam zdanie opisujące tę ilustrację...
Może porwał je wiatr, może wsunęłam je zbyt głęboko miedzy strony książki, może się znajdzie, może przepadło na zawsze. Tyle pytań...
A niedźwiedź zadał jedno tylko pytanie:
"Czemu to ryby dziś nie śpiewają"
Wymiary: 13x13
Oprawa: 20x20
niedziela, 14 października 2012
poniedziałek, 8 października 2012
czwartek, 4 października 2012
Bajki o gołębiach
Nie przepadam za gołębiami.
Zamykam oczy.
Stacja PKP w małej mieścinie. Ceglany zapuszczony budynek. Majowy żar z nieba Po raz kolejny przedłużyła się lekcja polskiego. Następny pociąg do oddalonej o 30 km podłódzkiej wsi, za 1,5 h. Kończę lekturę siedząc na zielonej ławce. W tle męczący mnie gołębi dźwięk.
Zamykam oczy mocniej.
Jestem młodsza. Przyjechałam do tej samej mieściny. Wsiadam w autobus. Mama podaje mi pudrową, miętową pastylkę, żebym lepiej zniosła podróż gruchotem. Skwar. Na podwórku u dziadków nuda. Piszcząca huśtawka, stukot obcasów dziadka i gołębie.
Otwieram oczy.
Kraków. Pierwsze wynajęta samodzielnie kawalerka. Wiosna. Na balkonie gołąb z młodym. Znoszę gruchanie. Jeszcze zimno, nie otwieram szeroko okien. Czekam miłosiernie, aż młode nauczą się latać. Cieplej. Otwieram balkon. Niemiłosiernie śmierdzi. Nie wytrzymuję. Nie czekam, aż młode nauczy się latać. Wynoszę ptaka. Sprzątam kupy.
Wtorek.
Otwieram spontanicznie Chmurkę, na trzy godziny. Rysuję gołębie. Potem idę na kawę. Przy kawie olśnienie. Źle mi wydano rano resztę. Brakuje 5 dyszek. Analiza kto i kiedy. Wiem. Myślę - trudno. Ja nie zbiednieję, ona się nie wzbogaci. Nie odkręcę tego. Odpuszczam. Dopijam kawę. Idę do bankomatu. Pod bankomatem znajduję 5 dyszek. Wirtualny gołąb narobił mi na wirtualny kołnierz. w Krakowie mówi się, że to przynosi szczęście!
Szczęścia! Buziaki!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
