Galeria Pod Chmurką / Open Air Gallery

poniedziałek, 11 lutego 2013

Opowieść o pierwszym spojrzeniu!

Mała cukiernia. Pachnie lukrem i drożdżami. Nie mogę oderwać oczu od pracującej tam dziewczyny. Oliwkowa cera, malinowe usta, zdrowy blask włosa.
Kątem oka widzę jak chłopak, który właśnie wszedł wlepia  w nią wzrok. Ledwie dokonuje zakupu. Ledwie odbiera zakupionego pączka. Słyszę świst strzały. Wiatr targa mi włosy. Teraz to ja nie mogę oderwać od nich oczu.
Mam nadzieję, że się udało!







piątek, 8 lutego 2013

Opowieść o zwrotach akcji!

To był dobry tydzień. Spotkanie. Ona woli białą zawsze. On pija czarną popołudniami. Są różni że aż strach, a jednak potrafią się dogadać.
Zwrot w akcji poczyniony! 








Potem spadł śnieg i zrobiło się pięknie. Wytrzeszczałam oczy czekając na piątek. 
Zawsze czekam na piątek, bo wiem, że całą sobotę spędzę na Kazimierzu.






Już jutro Chmurka zamieszka w Starej Zajezdni na ul. Wawrzyńca 12. Kazimierz!
Zapraszam na targi! Link do wydarzenia T U

Będzie wielu wspaniałych wystawców i J A!

Widzimy się?

poniedziałek, 4 lutego 2013

Opowieść o dziczyźnie.

Dzik obcy nam nie jest od czasów wakacji. Kemping w Piaskach. Pierwsza noc pod płóciennym dachem. Walka o cukier z młodymi warchlakami. Druga noc. Próba obwąchania namiotu. Klaskanie. Potem już spokój.

Wtopione w miejscowy krajobraz budziły ciekawość, a zapach wykręcał nos.
Zwierze to jednak malownicze i godne uwiecznienia.


Wymiary: 13x13
Oprawa: 20x20


Dziczyzna wprost ze szkicownika.














Dziczyzna uwolniona na Szerokiej.
Dziczyzna kempingowa.

wtorek, 29 stycznia 2013

Opowieść i zimie!

Ileż to poranków zimowych trzeba było mi znieść. Piec wieczorem do czerwoności rozgrzany, rankiem wystudzony. Ubieranie źle wypłukanych rajtuz, pod ciężką od pierza pierzyną.  Przemarsz do babci. Rękawice ręcznie dziergane, ciężkie od mokrego śniegu suszone, przy prababcinym piecu. Czekanie. Łuskanie pestek dyni.

Nie mieliśmy samochodu. Nawet do kościoła.W mroźne niedzielne poranki czekała nas jazda na rowerze. Trzy kilometry w jedną stronę. Zmarznięte dłonie. 

Zmarznięty, drewniany kościółek z VIII wieku. Zmarznięte palce u stóp. Powrót.

Szkoła. Tuż obok kościoła. Trzy kilometry to zbyt mało, żeby dojeżdżać szkolnym autobusem. Zawiane pola. Powroty po zmroku. Tuż za Urzędem Gminy rozpoczynała się droga bez oświetlenia. Nasza ulica odśnieżana od strony sołtysa.


Szkoła średnia. Wielka teczka. Porywy wiatru. Czekanie na spóźniony pociąg. W poczekalni śpiący bezdomny. 

Smród wyciągał nas na zewnątrz.
Lepienie bałwana! Kulig, na którym posikałam się z zimna. Granie w hokeja na zamarzniętych łąkach. "Świnka" w ferie.
A potem... potem mycie okien wodą z octem i zapach wiosny...


Wymiary: 15x15
Oprawa: 20x20


Moja inspiracja. Zdjęcie rumuńskiego fotografa. Mała wioska, małe niebieskie domki.
Więcej jego prac tu:  sorinonisor






wtorek, 22 stycznia 2013

Opowieść o dziadkach moich...

Dom ustawiony przy drodze, otaczano płotem. W płocie brama wjazdowa, zwykle cofnięta względem ulicy tak, by uczynił się wjazd dogodny dla wozu, co pełnym latem, sianem po brzegi wyładowany. Często sąsiedzi swoje bramy sytuowali obok siebie, dzięki czemu wjazd stawał się wygodniejszy i nawet kiedy konie dęba stawały w niepokoju, to i tak dawały radę.
W "przejeździe" tuż pod płotem ustawiano ławeczki. Takie małe, dwa obce pośladki mieszczące. Latem bujną zielenią zarosłe, czarne od deszczu i słońca, z siedziskiem od koślawości nóg pochyłym.

Zwykle wysiadywali na nich dziadkowie starzy, nic już do roboty nie mający w zagrodzie. Dziadki bezzębne, w pożółkłych od słońca, nigdy nie pranych kaszkietach. W parach, po sąsiedzku, pośladkami złączeni na  koślawości pochyłej, co jak i oni, do ziemi ma z każdym rokiem bliżej. Oddający się nieustannej obserwacji. W oparach dymu papierosów skręconych tak, że pół machorki na kolanach, osiągali taki poziom medytacji, o jakim my śnić już tylko możemy.

Siadam na ławce. Chłód wieczorny nadciąga. Od sadu malinówką pachnie. Wdycham powietrze nasiąknięte piskiem dzieciaków. Dziadek z młyna jeszcze nie wrócił. Pradziadek Jan siada obok. W rękach wiązka rumianku. Nim spać się położy, zgrabiałymi od starości paluchami oddzieli kwiaty od łodyg i dosypie do suszącej się na strychu sterty złotych serduszek...

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Opowieść kółkach, kropkach, łuskach i kreskach!

Leniwa wczorajsza niedziela. Grypy, anginy, kaszle i katary uziemiły nas na dłuższą chwilę w domowych ścianach. Marzę o polach, łąkach, wietrze i lesie!
Pomysł na TO pole wziął się z pewnego zdjęcia, na którym ktoś pięknie i równo poukładał drewno, słojami do widza.

Chcę do lasu!
W związku z pytaniami!
Prace wykonuję technikami przeróżnymi. Ołówek, kredka, tusz, akryl. Często mieszam techniki. Stosuję kolaż.
Prace mają ten sam kwadratowy format, co jest moją cechą charakterystyczną. Po oprawieniu zyskują wymiar 20 x 20.
Zawsze oprawione w białe lub czarne passepartout i szkło. 
Cena zawsze ta sama: 80 PLN












czwartek, 17 stycznia 2013